Bosko

Jak praktykować lectio divina: cztery kroki

Lectio divina, z łaciny „Boże czytanie”, to starożytny sposób modlitwy Pismem Świętym w czterech niespiesznych etapach: Lectio (powolne czytanie fragmentu), Meditatio (rozważanie słowa lub zdania, które przykuło uwagę), Oratio (odpowiedź Bogu w modlitwie) i Contemplatio (milczące spoczywanie w Jego obecności). W odróżnieniu od studium Biblii, które sięga po wiedzę, lectio divina sięga po spotkanie — łagodnie przechodzisz od czytania do odpoczynku, pozwalając, by tekst przemówił, a z czasem — by to on zaczął czytać ciebie. Ten przewodnik prowadzi przez każdy z czterech kroków, historię praktyki i jej biblijne korzenie, sposoby, w jakie modlą się nią różne tradycje chrześcijańskie, najczęstsze błędy, których warto unikać, oraz prostą codzienną regułę, którą można zachować przez lata.

Czym jest lectio divina i skąd pochodzi?

Lectio divina to kontemplacyjna metoda czytania Biblii — nie po to, by ją opanować, lecz by przez nią spotkać Boga. Czytelnik podchodzi do tekstu tak, jak przyjaciel do listu od kogoś ukochanego — nie po to, żeby go oceniać, ale by usłyszeć głos. Praktyka wyrosła z tradycji monastycznej wczesnego Kościoła, czerpiąc z jeszcze starszego żydowskiego zwyczaju półgłośnej, medytacyjnej lektury Prawa i Psalmów. Kształtowały ją postaci takie jak św. Benedykt, którego pochodząca z VI wieku Reguła wyznaczała codzienne godziny na modlitewne czytanie, traktując czas z Pismem równie poważnie jak czas pracy i liturgii.

Znana czterostopniowa struktura pochodzi od dwunastowiecznego kartuza, Guigona II, z krótkiego dzieła zwanego często Drabiną mnichów (Scala Claustralium). Cztery kroki przedstawił on jako szczeble drabiny sięgającej z ziemi do nieba: czytanie, rozmyślanie, modlitwa i kontemplacja. Ten obraz ma znaczenie — nie odhaczasz w pośpiechu kolejnych punktów, lecz wspinasz się łagodnie, a wyższe szczeble są darem, nie osiągnięciem. Guigo uczył, że czytanie szuka, rozmyślanie znajduje, modlitwa prosi, a kontemplacja otrzymuje; każdy ruch w naturalny sposób prowadzi do następnego i żaden nie jest wymuszony.

Choć narodziła się wśród mnichów, lectio divina należy do każdego chrześcijanina. Nie wymaga specjalnego przygotowania, dyplomu z teologii ani doskonałej ciszy — wystarczy otwarta Biblia, gotowość, by zwolnić, i chęć słuchania. Przez wieki rozprzestrzeniła się daleko poza mury klasztorów i dziś modlą się nią zarówno katolicy, jak i prawosławni, anglikanie i protestanci. W ostatnich dziesięcioleciach przeżywa szerokie odrodzenie, zalecana w wielu tradycjach jako droga, na której zwykli ludzie mogą uczynić Pismo fundamentem żywej relacji z Bogiem, a nie tylko przedmiotem studiów.

Biblijne korzenie modlitwy Słowem Bożym

Lectio divina nie jest techniką narzuconą Biblii z zewnątrz; wyrasta z tego, jak samo Pismo mówi o przyjmowaniu Bożego słowa. Gdy Jezus mówi: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mateusza 4:4), traktuje słowo jako pokarm, który przyjmuje się powoli — dokładnie tak, jak czyni to ta praktyka. List do Hebrajczyków opisuje to słowo jako żywe: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny” (Hebrajczyków 4:12) — to tekst, który coś czyni z czytelnikiem, a nie tylko taki, który czytelnik bada.

Psalmy są wzorem medytacyjnej uwagi, o którą prosi lectio divina. „Błogosławiony mąż... w Prawie Pańskim ma upodobanie i nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą” (Psalm 1:1-2). To rozmyślanie nie jest niespokojnym studiowaniem, lecz powolnym, wielokrotnym obracaniem w sercu — tym samym przeżuwaniem, do którego tradycja wzywa w drugim kroku. Najczystszy obraz kontemplującego serca daje Maryja: gdy pasterze przyszli do żłóbka, „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łukasza 2:19). Nie analizuje wydarzeń; zachowuje je, pozwala im osiąść i pozwala Bogu przez nie mówić.

Wzór słuchania i odpowiadania przewija się przez całe Pismo. Młody Samuel uczy się odpowiadać: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Samuela 3:9) — to właściwa postawa dla każdego, kto zaczyna modlić się fragmentem. A wezwanie, by mieć słowo blisko siebie, jest odwieczne: „Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić” (Powtórzonego Prawa 30:14). Lectio divina po prostu bierze te biblijne intuicje i nadaje im kształt, który można praktykować.

Jak wybrać fragment do lectio divina?

Niech fragment będzie krótki — kilka wersetów, jedna przypowieść albo jeden psalm w zupełności wystarczy. W lectio divina chodzi o głębię, nie o ilość. Długi rozdział kusi, by czytać dla informacji i spieszyć się do końca; mały fragment pozwala się zatrzymać i pozwala Bożemu głosowi wybrzmieć z pojedynczej linijki. Lepiej dobrze przemodlić cztery wersety, niż prześlizgnąć się po czterdziestu.

Ewangelie to idealny punkt wyjścia, zwłaszcza przypowieści i sceny z życia Jezusa, w których można wyobraźnią postawić samego siebie wewnątrz opowieści. Psalmy pięknie nadają się do modlitwy, bo same już są modlitwami — słowami, które Bóg nam dał, byśmy Mu nimi odpowiadali. Wielu ludzi po prostu podąża za czytaniami mszalnymi z danego dnia albo za lekcjonarzem, pozwalając, by to kalendarz Kościoła wybierał tekst, a nie nastrój; to po cichu chroni przed ciągłym krążeniem wokół ulubionych fragmentów i omijaniem tych trudniejszych.

Przeczytaj fragment raz wcześniej, tylko po to, by wiedzieć, gdzie się zaczyna i kończy — żeby podczas samej modlitwy nie rozpraszało cię pytanie, co będzie dalej. Wtedy jesteś gotowy, by zwolnić i zacząć się nim modlić. Unikaj zmieniania fragmentu w trakcie; zostań przy jednym tekście i pozwól, by w tobie pracował. Jeśli pod koniec werset wciąż wydaje się pełny, nic nie stoi na przeszkodzie, by nazajutrz wrócić do tego samego fragmentu — mnisi często zostawali przy jednym tekście na długo, ufając, że studnia nie wysycha po jednym zaczerpnięciu.

Kiedy i gdzie praktykować lectio divina

Każda pora może stać się tą właściwą, ale stałej łatwiej dotrzymać. Wielu przekonuje się, że wczesny poranek daje praktyce oparcie — zanim wtargnie zgiełk dnia i póki umysł jest jeszcze nieprzeładowany; inni wolą wieczór, pozwalając, by Pismo było ostatnim głosem, jaki słyszą przed snem. Najważniejsza jest regularność — skromne spotkanie, którego naprawdę dotrzymujesz, jest warte więcej niż ambitne, które wciąż porzucasz.

Miejsce powinno być ciche i, jeśli to możliwe, codziennie to samo — tak, by samo zasiadanie w nim zaczynało wprowadzać cię w modlitwę. Krzesło przy oknie, kąt z ikoną albo świecą, ławka w kościele, który pozostaje otwarty — każde z nich się nada. Wycisz telefon, a najlepiej zostaw go w innym pokoju, i miej Biblię już otwartą na wybranym fragmencie, by nic nie przerywało zejścia w ciszę.

Nic z tego nie musi być wyszukane. Tradycje pustyni i klasztorów ceniły stały rytm właśnie dlatego, że to, co zewnętrzne, umacnia życie wewnętrzne; znajoma pora i znajome miejsce uwalniają od drobnych decyzji i pozwalają uwadze spocząć całkowicie na Słowie. Jeśli twój etap życia uniemożliwia idealne warunki — rodzic małych dzieci, pracownik o nieregularnych godzinach — bierz te minuty, które masz, tam, gdzie możesz. Bóg spotyka szczere serce w zatłoczonej kuchni równie prawdziwie jak w cichej kaplicy.

Krok 1: Lectio — czytaj fragment powoli

Zacznij od krótkiej modlitwy do Ducha Świętego, prosząc, by otworzył twoje serce — bo ten sam Duch, który natchnął Pisma, jest tym, który je otwiera. Potem czytaj wybrany fragment powoli, najlepiej na głos albo szeptem, jak czynili to mnisi — starożytni często czytali, poruszając wargami, wierząc, że ciało pomaga duszy się skupić. Jeszcze nie analizuj. Po prostu pozwól, by słowa przez ciebie przepływały, bez pośpiechu, dając każdemu zdaniu przestrzeń, by mogło odetchnąć.

Przeczytaj tekst drugi raz, a jeśli to pomaga — i trzeci. Zauważ, które słowo, zdanie albo obraz przyciąga twoją uwagę lub jakby jaśnieje — może to być pojedyncze słowo, jak miłosierdzie, jakiś gest, imię albo drobny szczegół, obok którego wzrok prześlizgiwał się już sto razy. To twoje zaproszenie, by zejść głębiej. To szczebel czytania: bierzesz pokarm do ust, ale jeszcze go nie przeżuwasz. Oprzyj się pokusie sięgnięcia po komentarz czy pogoni za odnośnikami; to dobre narzędzia do studium, ale tutaj wyciągają cię z modlitwy z powrotem do głowy.

Krok 2: Meditatio — rozważaj to, co cię poruszyło

Weź słowo lub zdanie, które cię przyciągnęło, i obracaj je w myślach — tak jak żuje się powoli, by wydobyć smak. Tradycja dosłownie nazywa to przeżuwaniem (ruminatio) — to obraz krowy cierpliwie przeżuwającej pokarm, wracającej raz po raz do tego samego kęsa, aż odda całe swoje dobro. Pytaj, co ono znaczy, dlaczego wypłynęło właśnie dziś i jak dotyka twojego życia teraz.

Pozwól, by wzbierały wspomnienia, pytania i skojarzenia. Jeśli tym zdaniem jest „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście”, możesz zatrzymać się nad tym, w czym sam jesteś utrudzony i jaki ciężar niesiesz. Jeśli to słowo o miłosierdziu, możesz pozwolić, by spadło na to miejsce w tobie, które dziś najbardziej miłosierdzia potrzebuje. Nie wymuszaj wniosków ani nie zamieniaj tego w lekcję, którą musisz wyciągnąć. Rozmyślanie to nasłuchiwanie, co Bóg mówi do ciebie osobiście przez te konkretne słowa, w tej konkretnej godzinie twojego życia — to samo odwieczne słowo, ale wypowiedziane na nowo, do ciebie.

Klasyczną pomocą, zwłaszcza przy scenach ewangelicznych, jest postawienie siebie wyobraźnią wewnątrz fragmentu — stanąć w tłumie, być tym, do kogo Jezus mówi, poczuć kurz i usłyszeć ton głosu. Taka modlitewna wyobraźnia, od dawna pielęgnowana w tradycji ignacjańskiej, nie jest fantazjowaniem, lecz sposobem, by scena stała się obecna — tak, by jej prawda cię dotknęła, zamiast pozostawać na dystans.

Krok 3: Oratio — odpowiedz Bogu w modlitwie

Teraz odpowiedz. Oratio to twoja płynąca z serca odpowiedź na to, co usłyszałeś — dziękczynienie, żal, wołanie o pomoc, miłość albo oddanie się Bogu. Mów prosto i szczerze, jak do przyjaciela, który jest obok — bo On jest. Rozmyślanie coś w tobie poruszyło; modlitwa polega na tym, by pozwolić temu wznieść się ku Bogu, zamiast zatrzymywać to dla siebie. Jeśli fragment pokazał ci upadek, tu go wyznajesz; jeśli pokazał dar, tu za niego dziękujesz.

Najlepsze są twoje własne słowa, ale gdy ich zabraknie, mogą cię ponieść modlitwy tradycyjne. Możesz odmówić Ojcze nasz: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje; przyjdź królestwo Twoje; bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom; i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.” To szczebel modlitwy — rozmowa, którą otworzyło czytanie. Nie mierz jej elokwencją; jedno szczere zdanie, a nawet westchnienie bez słów, jest prawdziwą modlitwą. Jak przypomina Pismo, gdy nie umiemy się modlić, „sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rzymian 8:26).

Krok 4: Contemplatio — trwaj w milczeniu przy Bogu

Na koniec przestań mówić i po prostu bądź z Bogiem. Contemplatio to spoczywanie w Jego obecności bez wysiłku, bez myśli i bez planu — jak ciche siedzenie obok kogoś, kogo kochasz, gdy słowa nie są potrzebne. Mówienie z wcześniejszych kroków ustępuje miłującej uważności, która o nic nie prosi i po prostu trwa. Jeśli myśli zaczną błądzić, łagodnie wróć do słowa ze swojego czytania, używając go niemal jak kotwicy, która przyciąga cię z powrotem do ciszy.

Ten szczebel jest czystym darem; nie da się go wytworzyć — można mu tylko zrobić miejsce. W niektóre dni cisza będzie pełna i bliska; w inne będzie się wydawać niczym szczególnym — i to też jest w porządku: twoim zadaniem jest tylko pozostać, wiernie i z otwartym sercem, a nie wyprodukować przeżycie. Zostań tak długo, jak trwa cisza. Gdy zechcesz zakończyć, dobrze pasuje krótka doksologia: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.” Wielu nauczycieli dodaje piąty ruch, actio — przeniesienie owocu modlitwy w to, jak przeżywasz dzień, tak by słowo, które otrzymałeś, stało się słowem, które czynisz.

Jak różne tradycje praktykują lectio divina

Choć czterostopniowa drabina jest wspólnym gruntem, poszczególne tradycje nadają jej własny odcień. W tradycji katolickiej lectio divina często splata się z liturgią i lekcjonarzem, tak że fragment rozważany w domu jest echem tego, co głoszone na Mszy świętej; Sobór Watykański II i kolejni papieże gorąco zachęcali świeckich, by ją podjęli, a praktyka chętnie czerpie z ignacjańskiego daru modlitwy wyobraźnią wewnątrz sceny ewangelicznej.

Tradycja prawosławna dzieli te same monastyczne korzenie, ale kontemplacyjne czytanie ujmuje raczej we własnym języku hezychii, czyli wyciszenia, i często łączy rozważanie Pisma z nieustannym powtarzaniem Modlitwy Jezusowej — „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem.” — zaczerpniętej z wołania celnika (Łukasza 18:13). Ceni się także czytanie Ojców Kościoła obok tekstu biblijnego, tak by Pismo przyjmować w żywej pamięci Kościoła.

Anglikanie i inni protestanci tradycji liturgicznych przyjęli lectio divina szczególnie poprzez codzienne oficjum i wyznaczone w nim czytania, gdzie cztery ruchy mogą łagodnie porządkować osobistą pobożność. Wielu chrześcijan reformowanych i ewangelikalnych, pomnych na nacisk swojej tradycji na dosłowny sens tekstu, praktykuje formę, w której rozmyślanie pozostaje mocno związane z tym, co fragment rzeczywiście mówi — to zabezpieczenie przed wczytywaniem w tekst prywatnych znaczeń. We wszystkich tych tradycjach cel jest jeden: pozwolić Duchowi Świętemu uczynić ze spisanego słowa żywe spotkanie.

Najczęstsze błędy, których warto unikać

Najczęstszym błędem jest zamienianie lectio divina z powrotem w studium Biblii. W chwili, gdy sięgasz po komentarz, zaczynasz analizować grecki oryginał albo tropić tło historyczne, zszedłeś z drabiny i wszedłeś do sali wykładowej. Studium jest dobre i potrzebne na swoim miejscu, ale tutaj celem jest modlić się tekstem, a nie go objaśniać. Niech pytania badacza poczekają na inną godzinę.

Drugim błędem jest pośpiech — traktowanie czterech kroków jak rubryk do odhaczenia i ściganie się do kontemplacji, jakby była nagrodą. Tego rytmu nie da się przyspieszyć; kontemplacja jest darem, a zerkanie na zegarek ją płoszy. Pokrewne temu jest ocenianie modlitwy po uczuciach. Jedne dni są świetliste, inne suche jak pył — a oschłość nie jest porażką: święci znali długie pustynie modlitwy i pozostawali w nich wierni. Miarą jest wierność, nie emocjonalna nagroda.

Inne pułapki to: branie zbyt długiego fragmentu, przez co prześlizgujesz się, zamiast smakować; wymuszanie konkretnego „olśnienia”, które — jak czujesz — musisz wydobyć, zamiast przyjmowania tego, co dane; oraz porzucanie praktyki w pierwszym tygodniu, w którym wyda się niepozorna. Wreszcie strzeż się, by prywatna modlitwa nie stała się rywalem dla oczywistego sensu Pisma — lectio divina nasłuchuje, jak prawdziwy sens tekstu dotyka cię dzisiaj, nigdy zaś przesłania, którego te słowa unieść nie mogą. Przy odrobinie cierpliwości i pokory łatwo tych błędów uniknąć.

Prosta codzienna reguła lectio divina

Jeśli chcesz reguły, której naprawdę da się dotrzymać, spróbuj tak. Wybierz stałą porę i stałe miejsce. Zacznij od powolnego znaku krzyża albo jednozdaniowej modlitwy do Ducha Świętego. Przeczytaj krótki fragment dwa razy, powoli (Lectio). Zatrzymaj się przy słowie lub zdaniu, które się wyróżnia, i obracaj je, pytając, jak spotyka się z twoim życiem dzisiaj (Meditatio). Wypowiedz Bogu swoją szczerą odpowiedź — dziękczynienie, żal, prośbę albo miłość (Oratio). Potem zamilknij i po prostu spocznij w Jego obecności przez kilka minut, wracając do swojego słowa, ilekroć myśli odpłyną (Contemplatio). Zakończ modlitwą Chwała Ojcu i nazwij jeden mały sposób, w jaki zaniesiesz to słowo w swój dzień (Actio).

Zacznij od dziesięciu czy piętnastu minut i pozwól, by czas wydłużał się naturalnie przez miesiące, zamiast go forsować. Nie oceniaj modlitwy po odczuciach; dotrzymuj spotkania w dni oschłe równie wiernie jak w te obfite, bo to stałość pogłębia praktykę. Krótki, wierny rytm utrzymany przez lata zrobi dla twojej duszy więcej niż intensywny zryw, który wypala się w dwa tygodnie.

Jak uczynić z lectio divina nawyk

Wierność znaczy więcej niż uczucia, a nawyk jest tym, co przeprowadza cię przez okresy, gdy uczuć brakuje. Przywiąż modlitwę do czegoś, co i tak robisz codziennie — do pierwszej kawy, dojazdu do pracy, ostatniej cichej chwili przed snem — tak by płynęła na istniejącym rytmie, zamiast każdego ranka zależeć od świeżej siły woli. Trzymaj Biblię w wybranym miejscu, żeby rozpoczęcie nie kosztowało cię nic poza decyzją, by usiąść.

Jeśli potrzebujesz struktury, Bosko oferuje prowadzone sesje lectio divina obok pełnego tekstu Pisma Świętego i codziennych czytań — przeprowadza cię przez cztery kroki w modlitewnym tempie, byś mógł skupić się na słuchaniu, a nie na organizacji. Gdy fragment jest już wybrany, czas łagodnie odmierzany, a kolejne ruchy cicho zapowiadane, znikają drobne tarcia, które tak często wykolejają nowy nawyk. Jakkolwiek praktykujesz — z aplikacją, drukowanym lekcjonarzem czy po prostu z otwartą Biblią i świecą — serce lectio divina pozostaje to samo: czytaj, rozważaj, odpowiadaj i trwaj — i pozwól, by żywe Słowo przyciągało cię bliżej Boga, dzień po dniu, zwyczajnym i wiernym.

Najczęściej zadawane pytania

Ile powinna trwać lectio divina?
Dobrym początkiem jest dziesięć do dwudziestu minut, choć z czasem, gdy praktyka się pogłębia, może trwać dłużej. Jakość uwagi znaczy o wiele więcej niż długość; nawet krótka, niespiesznie przeżyta modlitwa, w której naprawdę zwalniasz, przynosi owoc, podczas gdy długa, ale rozproszona — nie. Zacznij skromnie i pozwól, by czas rósł sam z siebie.
Czy muszę wykonywać cztery kroki w ścisłej kolejności?
Kolejność to naturalna ścieżka, nie sztywna reguła. Możesz zauważyć, że poruszasz się tam i z powrotem — zdanie z rozmyślania może wciągnąć cię prosto w modlitwę, a potem znów przyciągnąć do ponownego czytania. Szczeble opisują, jak modlitwa zwykle się rozwija, a nie sekwencję, której musisz pilnować. Idź za prowadzeniem Ducha i pozwól, by kolejne ruchy przepływały jeden w drugi.
Jaki fragment Biblii jest najlepszy dla początkujących?
Krótkie fragmenty Ewangelii sprawdzają się pięknie, zwłaszcza przypowieści i sceny z życia Jezusa, w których możesz wyobrazić sobie, że jesteś obecny. Idealne są też Psalmy, bo same już są modlitwami. Trzymaj się kilku wersetów, byś mógł się zatrzymywać, zamiast pędzić, i rozważ podążanie za codziennym lekcjonarzem, by nie wybierać zawsze według nastroju.
Czy lectio divina jest tylko dla katolików?
Nie. Choć wyrosła z tradycji katolickiej i monastycznej, praktykują ją chrześcijanie tradycji prawosławnej, anglikańskiej i protestanckich, a każda kształtuje ją po swojemu — jedni łączą ją z Modlitwą Jezusową, inni z codziennym oficjum albo lekcjonarzem. Tak modlić się może każdy wierzący, który ma Biblię i gotowość słuchania.
Co, jeśli podczas kontemplacji błądzą mi myśli?
Błądzenie myśli jest zupełnie normalne i nie ma powodu do frustracji. Łagodnie wracaj do słowa lub zdania ze swojego czytania, używając go jak cichej kotwicy, która przyciąga cię z powrotem. Samo powracanie jest częścią modlitwy — za każdym razem, gdy zauważasz, że myśli odpłynęły, i zwracasz się na powrót ku Bogu, ćwiczysz dokładnie tę uważność, której ta modlitwa cię uczy.
Czym różni się lectio divina od studium Biblii?
Studium Biblii szuka zrozumienia i wiedzy; lectio divina szuka spotkania z Bogiem. To pierwsze analizuje tekst z komentarzami i pytaniami, ta druga modli się nim powoli, pozwalając, by Pismo czytało ciebie w takiej samej mierze, w jakiej ty je czytasz. Jedno i drugie jest dobre, ale to różne akty — studium napełnia umysł, a lectio divina otwiera serce. Warto zachować dla nich osobne pory.
Czy mogę praktykować lectio divina z innymi albo w grupie?
Tak. Wiele parafii i małych wspólnot modli się nią razem: jedna osoba kilkakrotnie czyta fragment na głos, pozostali słuchają, potem każdy dzieli się słowem, które go poruszyło, i krótko się modli, zanim nastanie wspólna cisza. Grupowa lectio zachowuje te same cztery ruchy, ale dodaje dar usłyszenia, jak ten sam tekst przemawia inaczej do każdego, wzbogacając modlitwę wszystkich.

Odmów ją w Bosko

Bosko przynosi modlitwę, Pismo Święte i rok liturgiczny do Twojego dnia — dostosowane do Twojej tradycji chrześcijańskiej, w 18 językach, z darmowym pakietem na początek.

Odkrywaj